Minęły lata, dziewczyna stała się kobietą, chłopcy mężczyznami i już się nie podkochiwała, ale miewała romanse lub zawierała małżeństwa. A choć zmieniały się szczegóły, fabuła pozostawała ta sama: ona rozpaczliwie starała się zatrzymać przy sobie mężczyznę, nie szczędząc wysiłków, aby być szalenie kochającą i miłą. Teraz zamiast zostawiać w szafkach kartki i pozdrawiać go na szkolnych korytarzach, kobieta uzbroiła się w cięższą amunicję: zasypywała mężczyznę wierszami miłosnymi, opowiadaniami i dowcipnymi kartkami; zalewała potokiem prezentów i niespodzianek; stała się nieodzowna, bo udzielała zbawiennych, mądrych rad; nie szczędziła ukochanemu pochwał, czułości, zaspokajała jego potrzeby seksualne, aż wreszcie wydawało mu się, że jest najbardziej kochanym mężczyzną na świecie. I za każdym razem, z każdym mężczyzną działo się to samo. On jej mówił, jaka jest cudowna, twierdził, że nikt jeszcze tak bardzo go nie kochał, że ona jest damą jego serca i co za szczęściarz z niego, że ją ma. A ją tak pochłaniało dawanie, że nie miała czasu postawić sobie pytania, czy sama otrzymuje, aż któregoś dnia dostrzegła, że jej mężczyzna potrafi brać, lecz nie bardzo potrafi dawać. I że kiedy ona nie robi gestu, nie robi go i on. I że wprawdzie mężczyzna jest z nią, ona jednak czuje się bardzo samotna. Wkrótce mężczyzna przyznawał: Chyba nie kocham cię tak jak ty mnie i dochodziło do rozstania. A kobieta biegła do swojej sypialni, rzucała się na łóżko i myślała ze łzami: Dlaczego wciąż mnie to się przydarza? Tak się starałam być najbardziej kochającą kobietą na świecie. Dlaczego nie mogę znaleźć mężczyzny, który by mi odpłacał taką samą miłością? I po tylu latach wypłakiwania się na tylu łóżkach nadal nie wiedziała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *