Jedziecie z ukochanym mężczyzną na przyjęcie w nie znanej wam części miasta. Zgodnie ze wskazówkami, już od pół godziny powinniście się znajdować na miejscu. Rzecz w tym: ty wiesz, że twój partner zabłądził. Wiesz, że nie ma pojęcia, dokąd jedzie. Wiesz, że omija was przyjęcie. Spokojnie zwracasz się do niego z propozycją.:

  • Zatrzymajmy się, skarbie, i spytajmy o drogę.
  • Ku twemu zdziwieniu on odpowiada gniewnie i wrogo, zupełnie jakbyś spytała: Dlaczego, skarbie, nie poobcinasz sobie rąk i nóg? Słyszysz coś w rodzaju:
  • Znam drogę, więc przestań wiercić mi dziurę w brzuchu.
  • Słuchaj, ty prowadzisz czy ja?
  • Wiem, że ta ulica jest gdzieś tutaj. Pozwól mi ją znaleźć.
  • Dobra, mniejsza z tym, zakręcamy i wracamy do domu.
  • Co, czy to znaczy, że mi nie ufasz?

Przy odrobinie szczęścia możecie przypadkiem znaleźć dom, którego szukacie, i jednak zdążyć na przyjęcie. Albo możecie godzinami kręcić się w kółko, bo twój towarzysz nie chce zapytać o drogę. Albo a wiem, że przytrafiło się to niejednej z was mężczyzna może istotnie wrócić z tobą do domu i raczej zrezygnować z imprezy, niż się przyznać, że zabłądził! A ty, siedząc w samochodzie, wpatrzona w tego cudownego mężczyznę, którego kochasz, a który nagle stał się upartym potworem i znalazł się w defensywie, myślisz sobie: Gdybym to ja zabłądziła, bez oporów zapytałabym o drogę. Dlaczego on nie może po prostu przyznać, że się pomylił?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *