Spędziłam piętnaście lat swego dorosłego życia, matkując mężczyznom i uważam się, niestety, za eksperta w tej dziedzinie. Chcę podzielić się historią zerwania z matkowaniem. Żyłam z mężczyzną, który zaliczał się do chronicznych zapominalskich. Zapominał o spotkaniach, o zadzwonieniu do kogoś, o zapłaceniu rachunków, a nawet dokąd właściwie jedzie, kiedy dokądś się wybieraliśmy, i mijał właściwy zjazd z autostrady. Przez dwa lata występowałam w roli jego mózgu, przypominałam mu, co robić i dokąd ma zmierzać w swoim życiu. Kiedy jechaliśmy, nigdy nie mogłam się odprężyć to ja szukałam kolejnych zjazdów z autostrady i pilnowałam skręcania na właściwą drogę, żebyśmy na czas przybyli do celu. W końcu miałam po dziurki w nosie tego matkowania i zdecydowałam, że jedyny sposób, by się nauczył uważać na szosie, to przestać robić to za niego. Jednego weekendu pojechaliśmy do pewnego uzdrowiska w południowej Kalifornii. Już tam kiedyś byliśmy i ja, oczywiście, doskonale znałam drogę. Jechaliśmy około godziny, gdy pojawiły się drogowskazy informujące, że za kilka mil musimy skręcić. Zerknęłam na mego towarzysza, żeby zobaczyć, czy zauważył drogowskaz i ścisnęło mnie w żołądku. Nie! ostrzegłam sama siebie obiecałaś, że nic nie powiesz. Im bliżej byliśmy zjazdu z autostrady, tym bardziej robiłam się nerwowa. Potem znaleźliśmy się przy zjeździe, a mój towarzysz jechał dalej prosto. Nie zauważył go! Zacisnęłam zęby, żeby nie krzyknąć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *