Jak daleko sięgam pamięcią wstecz, zawsze wybierałam mężczyzn, którzy w jakiejś dziedzinie życia wymagali ustawienia. Niektórym potrzebne było emocjonalne otwarcie. Niektórzy potrzebowali zaleczenia ran z trudnego dzieciństwa, niektórzy musieli zerwać z kunktatorstwem, zebrać się w sobie i wykorzystać swoje talenty do robienia pieniędzy. Niektórzy powinni byli poprawić umiejętność mówienia lub pisania albo nauczyć się odpowiedniego ubierania czy tego, jak być uważnym kochankiem. I ja przychodziłam na ratunek. Dawałam im wskazówki, żeby uporządkowali to, co trzeba. Dawałam im moją miłość, moje pieniądze, moją energię, moją radę. Przyjaciele i rodzina wyrażali swoją dezaprobatę i mówili, że marnuję czas, lecz mnie to nie powstrzymywało. I nawet gdy mężczyźni ci nie robili postępów czy też nie sprawiali wrażenia, że pragną mojej pomocy, ja nie rezygnowałam. Ostatecznie podjęłam zobowiązanie. Patrząc wstecz, zdaję sobie sprawę, że za każdym razem nie chodziło o prawdziwy związek ja pracowałam nad zadaniem. I nie byłam związana z mężczyzną poświęcałam się dla sprawy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *